Krótki post o chorowaniu

Do teoretycznej daty porodu pozostały niecałe 4 tygodnie. Brzuch nieznacznie mi opadł, a mały niecierpliwie przeciąga się na początku pasa kanału rodnego, dając pierwsze znaki gotowości do akcji. A ja? Aktualnie w panice, miotam się pomiędzy sypialnią, a tapczanową strefą zero, gdzie leży powalony grypą Tata Lwa.

SPOKOJNIE, TO TYLKO…

Poród? Grypa tuż przed porodem? Który z objawów pojawi się, niczym krokusy na mokotowskich ogródkach działkowych*, jako pierwszy? Grypowy, czy porodowy? Tego nie wiem, ale bacznie obserwuję swój falujący raz po raz brzuch i temperaturę ciała. Z niepokojem zerkam też na bladego i rozgorączkowanego Tatę Lwa, który przechodzi kwarantannę na przykrótkim tapczanie. W tle tłucze się pralka, w której piorą się przepocone podkoszulki i szlafroki z milionem bakterii, a w powietrzu unosi się mocny zapach mikstury cebulowo-czosnkowo-imbirowej, w którą dziś wierzę bardziej niż w jakąkolwiek teorię spiskową o corona wirusie. Walizkę z rzeczami do szpitala wepchnęłam w najdalszy kąt, łóżeczko zostało wciśnięte do szafy, a plan porodowy (niewypełniony!)… No właśnie, ktoś widział mój plan porodowy??! Prawdę mówiąc, powoli dopada mnie…

PANIKA

Nie tak miała wyglądać końcówka mojej ciąży, nie tak. W wypielęgnowanej wizji dotyczącej ostatnich tygodni przed porodem miałam spędzać dni na cudownym relaksie i przygotowaniach do przywitania na świecie małego Lwa. To miał być czas na masaże, niespieszne spacery po lesie, ostatnie zakupy, randki z Tatą Lwa, czytanie książek, spotkania z przyjaciółmi i sen. I o ile z tym ostatnim nie mam problemu – jestem w stanie usnąć o każdej porze, zmęczona tuptaniem wokół tapczanu Taty Lwa i zamartwianiem się o to, że przyjdzie mi rodzić samej lub, co gorsza, w grypowej malignie, to o pozostałych luksusach mogę jedynie pomarzyć. Wiem, że mimo wszystko nie jest źle, że mogło być gorzej, ale daję sobie prawo do poczucia bezradności, delikatnych muśnięć paniki i zalewającej mnie frustracji i złości. I dopóki czuję cały ten emocjonalny koktajl, dopóty wiem, że wcale nie jest źle.

P.S. Następny post będzie o afirmacjach porodowych. Dla równowagi.

*Po dzielni krążą plotki, że widziano już pierwsze krokusy i kroksy na pobliskich działkach ;).

 

Podziel się tym tekstem z innymi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.