Stając się mamą – macierzyństwo jako proces

Niektórzy twierdzą, że kobieta staje się mamą w momencie narodzin dziecka. Kiedy rodzi się dziecko, rodzi się mama, mówią. Dla mnie proces stawania się mamą rozpoczął się dużo wcześniej. To było w momencie odczytania półksiężycowego wyniku testu ciążowego*. I nie jest to bynajmniej związane z moim poglądami w kwestii praw reprodukcyjnych, a tej jednej jedynej decyzji, którą podjęłam w tamtej chwili.**

LET’S DO IT, ŚWIECIE!

Hell yeah! Tak, chcę być mamą! Jestem gotowa!  I.. na całe szczęście, dla mnie, mojego partnera, świata i małego Lwa, który w tamtym momencie jako ot, pęcherzyk ciążowy, mierzył sobie ok 12 mm, nie stało się to natychmiast. Na stawanie się mamą lub postawienie na głowie całego mojego świata (to już jak kto woli) miałam jeszcze kilkadziesiąt tygodni. Wraz z decyzją o tym, że jestem gotowa na macierzyństwo, otworzyły się przede mną bramy morza, na które zdecydowałam się wypłynąć, opuszczając raz na zawsze znane mi lądy.

AHOJ, PRZYGODO!

W trakcie rejsu wielokrotnie zbaczałam z wybranego kursu. Nieznane mi wcześniej prądy wyrzucały mnie na ląd lęku i bezradności. Bywało, że moją łajbę zalewały fale zwątpienia i gdyby nie wsparcie od innych jednostek pływających***, najpewniej poszłabym na dno. Zdarzały się również dni pełne słońca i wiatru w żaglach. Prułam wtedy ufnie do przodu, znając tylko ostateczny cel rejsu, mając w ręku jedynie kompas swojej intuicji. Żadnej mapy. Dziś, na kilka tygodni przed zawinięciem do ostatecznego portu, pykając fajkę na dziobie mojego statku niczym doświadczona wilczyca morska, przeglądam dziennik podróży, która za mną i szukam najlepszej drogi jej zakończenia. Czas wyjść na kolejny nieznany ląd. Czas na poród.

STAJĄC SIĘ MAMĄ

A po porodzie? Przyjdzie mi ruszyć w zupełnie nową podróż. Bo stawanie się mamą to proces, a nie określona forma, którą przybiorę raz na zawsze na długie lata macierzyństwa w momencie narodzin dziecka. Słowem – nie narodziny małego Lwa będą legitymowały mnie jako mamę, a to w jaki sposób będę się stawać mamą każdego dnia. W tym kontekście blisko mi do koncepcji amerykańskiego psychologa humanistycznego, twórcy psychoterapii zorientowanej na klienta, Carla Rogersa, który za swój fundament uznał podejście „person as a process”. Teoria ta zrewolucjonizowała podejście do pojęcia rozwoju człowieka. W dużym skrócie Rogers twierdził, że człowiek ma w sobie potencjał do rozwoju i zmiany, może stać się „architektem siebie samego”, jeżeli tylko tego chce i ma ku temu warunki.

WYSTARCZAJĄCO DOBRA

I tutaj – uwaga na pułapki terror rozwoju, w który wpadamy na kolejnych zajęciach/warsztatach/kursach. Zachowajmy zdrowy rozsądek, schowajmy do kieszeni slogany typu „możesz być kim tylko zechcesz”, „zostań lepszą wersją siebie” i sięgnijmy np. po słowa Antoniego Kępińskiego, polskiego psychiatry, który czerpał z psychologii humanistycznej pełnymi garściami – „Człowiek powinien być przede wszystką sobą, ale przy tym ani lepszym, ani gorszym, anie mądrzejszym – tylko takim, jakim naprawdę jest”. I tego będę się trzymać jako wystarczającą dobra mama.

– – –

*Więcej o tym możecie przeczytać we wpisie Pierwszy trymestr. Sentymentalna podróż do początków ciąży.

**Jeżeli chodzi o prawa reprodukcyjne jestem zdecydowanie za możliwością wyboru i świadomym macierzyństwem.

***Mam tutaj na myśli wsparcie Taty Lwa, Mamy, przyjaciół i sióstr, ale i grupę wsparcia, inne kobiety z zajęć jogi, lekarzy, położne, osteopatkę, wspaniale masującą Irenę, itp. Więcej o wsparciu w ciąży możecie przeczytać tutaj i tutaj.

Podziel się tym tekstem z innymi:

2 thoughts on “Stając się mamą – macierzyństwo jako proces

  1. Kasiu, kiedy wyobrazam sobie Ciebie na dziobie Twojego statku, pykajaca fajke, i bez pospiechu planujaca jak najlepiej dobic do brzegu, ktory, jak dlugo wyczekiwama, tajemnicza wyspa wylonila sie przed Toba, czuje radosc i spokoj. I szczescie. I dume. Za Toba sztormy i odchlan wielkiego oceanu. Przed Toba nowy etap. Udowodmilas, ze to co nie mozliwe jednak mozna. Ciesze sie z Toba i czekam na Lwa!

    1. Jolciu! Dzięki za miłe słowa. Ogromnie podoba mi się obraz wyłaniającej się wyspy/lądu, na który ja – wilczyca morska sobie zerkam (pykając fajkę, oczywiście 😉 ) Widzimy się już pewnie w powiększonym gronie! <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.