Tanecznym krokiem na porodówkę

EVERY STREET IS A DANCEFLOOR

Jestem z tych, którzy kochają ruch. Był czas, kiedy tańczyłam, gdzie się da – na fridensach, zajęciach pięciu rytmów, warsztatach, pomiędzy lodówką, a kanapą. Tańczyłam, kiedy byłam szczęśliwa, w tańcu szukałam połączenia ze swoim smutkiem i strachem. W pewnym momencie swojego życia odkryłam terapeutyczny aspekt ruchu i tańca i zaczęłam wplatać świadomą pracę z ciałem w warsztaty, które prowadziłam (tańczyliście kiedyś na zajęciach relaksacyjnych? 🙂 ). Słowem – odkryłam, że ruch i taniec nadają sens mojemu życiu. Tańczyć, znaczy żyć, myślałam, a przede wszystkim – czułam każdą komórką swojego ciała.

DANCE, DANCE, DANCE!

Kiedy zaszłam w ciążę wymyśliłam sobie, że będę codziennie tańczyć – dla siebie i dla małego Lwa po drugiej stronie brzucha. Do czego myśmy nie tańczyli! Pod nóżkę najlepiej wchodziła elektronika, mocne, tłuste bity inspirowane Afryką i funky z lat 70 tych. Było wspaniale! Do momentu, gdy po zagrażającym ciąży krwawieniu lekarka powiedziała „Basta!” i kazała się oszczędzać, leżeć, wypoczywać. To były długie dwa miesiące bezRuchu. Moje ciało tęskniło za tańcem, a emocje wręcz nie mieściły się w unieruchomionym klatce ciała. Kiedy minęło zagrożenie poronienia w pierwszych miesiącach ciąży, nieśmiało zaczęłam wprowadzać codzienną dawkę ruchu do codziennych zajęć. I znów poczułam, że to jest TO, co kocham.

TANIEC SZTUKĄ UZDRAWIANIA

Taniec od wieków był istotnym elementem życia społecznego i kulturowego w większości kultur świata. W kulturach pierwotnych pełnił funkcje społeczne, edukacyjne, religijne, terapeutyczne i magiczne. Wita Szulc, guru arteterapii (czapki z głów, Pani Wito!), przytacza przykład narodów Afryki i Wysp Oceanu Spokojnego, gdzie „procedury terapeutyczne od dawien dawna odbywają się przy wtórze muzyki i śpiewu, a szamani i czarownicy przydają swoim działaniom skrajnie teatralny charakter, przy czym w proces leczniczy włącza się sam chory, biorąc aktywny udział w swoim uzdrawianiu*. Taniec zatem jest jedną ze „sztuk uzdrawiania”, która jeżeli świadomie wykorzystana, może prowadzić do zdrowia na poziomie fizycznym i emocjonalnym. I nie mam tutaj na myśli ekstatycznego tańca w oparach opium i towarzystwie szamanów, a uważną praktykę ruchu, która prowadzi do głębokiej autorefleksji i docelowo do wewnętrznej przemiany.

PORÓD TO RUCH

Czy takie podejście do tańca i ruchu możliwe jest…na polskich porodówkach? Wydaje się, że TAK, choć wciąż jest wiele do zrobienia!** Coraz więcej położnych i lekarzy podkreśla aktywną rolę rodzącej. Mówi się, że to kobieta jest autorką porodu, akcentuje się rolę ruchu w porodzie. Na zajęciach szkoły rodzenia można dowiedzieć się o naturalnych sposobach łagodzenia bólu (ruch!) i przećwiczyć różne pozycje do rodzenia. Porodówki wyposażone są w różne akcesoria (piłki, drabinki, materace), które pozwalają wykorzystać wcześniej zdobytą wiedzę. Oczywiście, nie zawsze jest to możliwe***, ale czemu by nie przygotować się do aktywnego porodu i wejść na salę porodową tanecznym krokiem?****

/nagranie przedstawia roztańczonego lekarza położnika z Brazylii 🙂 Czy znajdę takiego w Warszawie?…/

– – –

*Cytat pochodzi z książki Wity Szulc „Arteterapia. Narodziny idei, ewolucja teorii, rozwój praktyki”

**O tym jak wygląda realizacja standardów opieki okołoporodowej w praktyce na polskich porodówkach, możecie przeczytać w rankingu Fundacji Rodzić po Ludzku na stronie: https://gdzierodzic.info/.

***Choćby ze względu na odmienne podejście do rodzenia personelu medycznego (zdarza się!), przeciwskazania natury medycznej (trudno bujać bioderkami przy porodzie cesarkim), czy podejście samej rodzącej.

****Od jakiegoś czasu tworzę sobie playlistę na poród. Robiłyście? Korzystałyście?

 

 

Podziel się tym tekstem z innymi:

1 thought on “Tanecznym krokiem na porodówkę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.